Przed Legia - Sporting: Loża Mistrzów z Juskowiakiem i Iwańczykiem

Przed Legia - Sporting:...
W dzisiejszym programie „Loża Mistrzów” przed starciem Sportingu z Legią Warszawa w Lidze Mistrzów, Tomasz Włodarczyk gościł Andrzeja Juskowiaka i Przemysława Iwańczyka.

Zarówno były piłkarz lizbońskiego klubu, jak i redaktor Polsatu Sport są zgodni co do jednego: to będzie niezwykle trudny debiut Jacka Magiery w roli trenera Mistrzów Polski.

Dla Legii to drugie spotkanie w Champions League po 21-letniej przerwie od europejskich pucharów na tym poziomie. Pierwsze starcie, 90-minutowy blamaż przed własną publicznością przeciwko Borussii Dortmund, nadal odbija się szerokim echem w polskich i zagranicznych mediach. Borussen zwycięstwo 6:0 w Warszawie dało mentalnego kopa, którego dotkliwie odczuli kolejni rywale (6-:0 z Darmstad i 5:1 z Wolfsburgiem – przyp. red.).  W Warszawie z kolei dotkliwa porażka była jednym z impulsów, który popchnął właścicieli Legii do zwolnienia Besnika Hasiego. Jak jednak ten mecz może rzutować sportowo na dzisiejszy pojedynek ze Sportingiem?

Zrzuciłbym ten wynik na niezrozumiałe ruchy kadrowe ówczesnego trenera i stosowaną przez niego retorykę. Zarzuty pod jego adresem były artykułowane już przed meczem. To, jak go zapowiadał na konferencji prasowej – że jest nieistotny, liczy się dopiero ligowe spotkanie z Zagłębiem Lubin – to był strzał w stopę – mówi w programie Loża Mistrzów Tomaszowi Włodarczykowi Przemysław Iwańczyk. Do niefortunnych wypowiedzi trenera brakowało, żeby po tym meczu z Zagłębiem Lubin (2:3 – przyp. red.) trener oznajmił, że drużyna może teraz skupić się na Pucharze Polski… który będą grali za rok. Besnik Hasi źle ocenił możliwości drużyny i nie wierzył w swoich zawodników – wtóruje mu Andrzej Juskowiak.

Strzałem w kolano za to okazało się desygnowanie pamiętnej jedenastki na ten mecz. Besnik Hasi wówczas tym składem – delikatnie mówiąc – zamieszał. Dość powiedzieć, że do gry wystawił Waleriego Kazaiszwilego, który z drużyną prawie nie trenował i nie znał swoich kolegów. Chciałbym, żeby o tym meczu wszyscy zapomnieli – kontynuował wątek meczu z Borussią Przemysław Iwańczyk. Martwi mnie jedynie przygotowanie motoryczne Legii. Bardzo mocno obnażyła je Borussia. Jeżeli w ciągu tych kilku tygodni nic się nie zmieniło, to trudno będzie wytrzymać tempo, które narzuci Sporting – uzupełnił wnioski płynące z tego meczu Juskowiak.

Eksperci mieli także za zadanie ocenić zatrudnienie przez Legię Warszawa Jacka Magiery na stanowisko I trenera zespołu. Były szkoleniowiec warszawskich rezerw i Zagłębia Sosnowiec zadebiutuje właśnie meczem ze Sportingiem w Lizbonie. To już czwarty trener prowadzący Legię w ciągu zaledwie 11 miesięcy. I choć to postać przy Łazienkowskiej 3 doskonale znana i lubiana, wielu nadal zachodzi w głowę, czy to wybór właściwy.

Tak ten wybór w programie, którego sponsorem jest firma FORTUNA, skomentował Andrzej Juskowiak: To na pewno bardzo trudny moment dla trenera. Zmiany jednak zazwyczaj przeprowadza się właśnie w takich momentach. Bardzo ważny będzie sztab ludzi, na który od początku postawił Trener Magiera. Współcześnie trenerzy nie prowadzą klubów w pojedynkę, nawet ci najlepsi, nawet te z europejskiego topu. Jacek Magiera jest już trenerem, który ma doświadczenie w pracy z szatnią piłkarską. Może nie na tym poziomie, ale zawsze musi nadejść ten pierwszy raz. To było jego marzenie, by prowadzić ten klub, i życzę mu by to marzenie miało ziściło się wraz z wynikami.

Interesującego spojrzenia na sprawę nadał Przemysław Iwańczyk, znany z prowadzenia audycji „TOK gra Legia”, w której wielokrotnie gościł m.in. Prezesa Legii Warszawa, Bogusława Leśnodorskiego. Jacek Magiera co prawda nie planował, że to będzie TEN moment, w którym wróci do Warszawy, ale całą swoją profesjonalną karierę podporządkował temu, by tu się w końcu znaleźć. Mam wrażenie, że to najbardziej przepracowany koncepcyjnie trener, jaki był w Legii od lat. Ludzie związani z klubem zapowiadali objęcie drużyny przez Magierę od dawna. To był plan. Porównywalny z tym, jaki poprzednie władze Legii miały z osobą Macieja Skorży. Na pracę Jacka Magiery powinno się patrzeć – jak powiedział Andrzej - przez pryzmat całego sztabu. Niebagatelnym wsparciem dla Jacka Magiery będzie Aleksandar Vuković, który miał okazję obserwować ostatnie miesiące pracy drużyny i z pewnością ma głowę pełną pomysłów co do jej przyszłości. Ja ich będę traktował jako dwójkę, która przejmuje stery w klubie. Szczególnie, że uzupełniają się także charakterologicznie. Jacek Magiera patrzy na rzeczywistość bardziej analitycznie, „Vuko” z kolei potrafi unieść się kiedy jest taka potrzeba.

Kwestia charakteru to z resztą ostatnimi czasy najczęściej – zaraz obok samych wątpliwości co do doświadczenia i warsztatu – podnoszony medialnie znak zapytania co do nowego szkoleniowca Legii. Wielu mówi, że do tej pracy jest za spokojny, że to człowiek zbyt ułożony i nie będzie potrafił wejść do szatni i wstrząsnąć nią w kryzysie.

Wydaje mi się, że jak będzie taka potrzeba, to Jacek będzie w stanie to zrobić. Dla dobra zespołu i dla swojego – kontruje sceptyków Andrzej Juskowiak – Ja uważam, że trener powinien pomagać zespołowi przede wszystkim pod względami taktycznymi. To od niego zależy, jakim ustawieniem wyjdzie na spotkanie i to on musi podpowiadać, jak grać by te wyniki się poprawiły. Samym krzykiem daleko się nie zajdzie. Legia ma fatalne miejsce w lidze i wszyscy będą oczekiwać tego, by obojętnie jak, ale trener dźwignął zespół z tego marazmu. Im krócej będzie trwał ten impas, tym lepiej dla trenera. Skończą się pytania o jego charakter, sposób bycia czy prowadzenia treningów – kończy Juskowiak.

Według Przemysława Iwańczyk dla Jacka Magiery była to przede wszystkim życiowa szansa, więc o jego motywacje kibice Legii nie mają się co martwić. Magiera był w sytuacji bez wyjścia. Musiał tę propozycję zaakceptować. Ona mogła się już później nie powtórzyć. Wyobraźmy sobie, że ten projekt w kilkuletniej perspektywie przypada jakiemuś zagranicznemu trenerowi z wynikami. To oddaliłoby objęcie Legii przez Magierę o kilka lat.

Według danych dostarczonych przez sponsora programu, firmę FORTUNA, szanse Legii na zwycięstwo są nikłe – 7%. Podobnie obstawiają sami polscy gracze, którzy na Sporting stawiają w 99% przypadków. Co więcej, 99,5% kuponów uwzględniający wynik strzelecki obu drużyn obstawia na ponad 3,5 bramki w meczu. Czy rzeczywiście przewaga drużyny z Lizbony jest tak druzgotliwa?

Niewiele brakowało by Sporting wywiózł z Madrytu zwycięstwo. To zespół, który bardzo dobrze czuje się w grze kombinacyjne, ale też potrafi dobrze bronić – analizuje przeciwnika ze stolicy Portugalii Andrzej Juskowiak, który dla Sportingu rozegrał 74 spotkania, w których 25 razy trafiał do siatki rywali – Serce zespołu stanowi dwójka defensywnych pomocników: William Carvalho i Adrien Silva. To oni decydują, kiedy zespół podchodzi do pressingu, kiedy atakuje. Real w Madrycie zdobył bramkę z rzutu wolnego i po dośrodkowaniu z bocznej strefy, co pokazuje siłę środka pola Sportingu. W ofensywie króluje młody Gelson Martins, w stronę którego wiele pochwał kierowali piłkarze Realu, w tym mający z nim niemałe kłopoty Sergio Ramos. To chłopak, któremu bez różnicy jest czy gra z Rio Ave, Moreirense czy Realem. Portugalska prasa już łączy go z transferem na Wyspy.

Nieco więcej optymizmu przed meczem zachowuje Przemysław Iwańczyk: Próbujemy szukać mankamentów Sportingu, tak jak próbowaliśmy szukać ich w BVB. Ale czy wymierne jest tutaj starcie z Realem? Spójrzmy chociażby na pojedynki sparingowe Sportingu – wygrali zaledwie dwa razy, sześciokrotnie schodząc z boiska pokonanymi. Oni w ostatnich 15 meczach stracili aż 25 goli. PSV wbiło im 5, Zenit 4 bramki, Monaco pokonało różnicą 4 bramek, a niedawno jeszcze Rio Ave 3 bramki zdobyło w ligowym pojedynku. 

Czego więc powinna się obawiać Legia? Czkawką mogą odbić się ponownie stałe fragmenty gry: Zagrożenie stanowić ma mierzący 196 centymetrów Bas Dost. Skoro Mario Goetze, najniższy na boisku, mógł trafić do bramki strzeżonej przez Malarza, to może ją zdobyć najwyższy w drużynie z Lizbony Bas Dost. 10 milionów euro za napastnika robi w Polsce wrażenie. My o takich kwotach możemy pomarzyć, a dla nich 10 milionów nie stanowi problemu, bo za 40 milionów sprzedano Jao Mario - kończy analizę rywala dla „Loży Mistrzów” Andrzej Juskowiak.








Zobacz także:
Velux EHF Liga Mistrzów: Vive Tauron wygrywa z MOL-Pick Szeged! Velux EHF Liga Mistrzów: Telekom za mocny dla płocczan Liga Mistrzów: zwycięstwa Juventusu i Sevilli Liga Mistrzów: Porto vs Juventus, Sevilla vs Leicester Liga Mistrzów: grad bramek w Manchesterze i Leverkusen! Europejskie puchary w nc+: czy Kamil Glik zatrzyma Manchester City?

Wasze komentarze
Skomentuj
Dodaj komentarz


O nas | Redakcja | Praca | Partnerzy | Reklama | Kanały RSS |