Siatkarskie podsumowanie roku 2009: reprezentacja Polski mężczyzn
NOWY TRENER
Nowy, 2009 rok miał przynieść wiele zmian i nowości. Pierwszą z nich miała być decyzja PZPS w sprawie wyboru nowego trenera reprezentacji. Finalistów konkursu na szkoleniowca było trzech - Daniele Bagnoli, Grzegorz Wagner oraz Daniel Castellani. Pierwszy z nich był młody i perspektywiczny, cieszący się uznaniem w polskim środowisku siatkarskim. Drugi, to sława światowa, o którego klasie nikogo przekonywać nie trzeba. Podobnie jak nie trzeba wspominać o wysokości zarobków, jakich oczekiwał. Trzeci natomiast to szkoleniowiec Skry Bełchatów, nie tak drogi, a z sukcesami na koncie. Od razu był uważany za faworyta. I to właśnie ten ostatni, Argentyńczyk Daniel Castellani 17 stycznia oficjalnie został nowym szkoleniowcem biało-czerwonych. Stało przed nim trudne zadanie, bowiem w tym roku naszą drużynę czekały kwalifikacje do Mistrzostw Świata 2010 a także wrześniowe Mistrzostwa Europy 2009. Co więcej, po ostatnich nieudanych występach Polaków kibice spodziewali się przełamania złej passy i dobrego występu biało-czerwonych na światowych parkietach. Nic dziwnego, w końcu poprzednik Castellaniego - Raul Lozano, zrobił dla polskiej siatkówki bardzo wiele. To pod jego wodzą nasza reprezentacja zdobyła w 2006 roku medal na Mistrzostwach Świata, wywalczyła kwalifikację na Igrzyska Olimpijski, a co więcej, pokazała się na nich z bardzo dobrej strony i niewiele brakowało, a nasza kadra grałaby o medale. Oczekiwania były więc bardzo duże i wszyscy zastanawiali się jak nowy szkoleniowiec wywiąże się z postawionego przed nim zadania. A poradził sobie z nim bardzo dobrze ..
LIGA ŚWIATOWA
Pierwszym sprawdzianem dla naszych zawodników była Liga Światowa. Trener Castellani zdecydował, że w tej edycji da odpocząć najbardziej wyeksploatowanym i kontuzjowanym zawodnikom, takim jak m.in. Sebastian Świderski czy Piotr Gruszka. W kadrze znaleźli się więc młodzi i perspektywiczni gracze dobrze znani wszystkim z rozgrywek PlusLigi: Grzegorz Łomacz, Jakub Jarosz czy Piotr Nowakowski. Jedynym doświadczonym zawodnikiem, który rozegrał prawie wszystkie spotkania Ligi Światowej był libero, Krzysztof Ignaczak. Biało-czerwoni znaleźli się w gr.D LŚ razem z Brazylią, Finlandią oraz Wenezuelą. Dwa ostatnie zespoły wydawały się więc jak najbardziej w zasięgu naszej kadry, jednak pierwszy skutecznie oddalał marzenia o turnieju Final Six.
Inauguracyjne spotkanie przyszło Polakom zagrać w Sao Paulo, gdzie mierzyli się oczywiście z Canarinhos. Podopieczni trenera Castellaniego oba spotkania przegrali, jednak pozostawili po sobie całkiem dobre wrażenie. Szczególnie po pierwszym meczu, gdzie ugrali jednego seta i pokazali wolę walki. Duży wpływ na postawę zespołu miała bez wątpienia kontuzja Bartka Kurka, który doznał skręcenia kostki i nie mógł pomóc zespołowi w walce z przeciwnikiem. Po pojedynkach w Brazylii Polaków czekała podróż do Wenezueli. Biało-czerwoni w starciu z gospodarzami spisali się bardzo dobrze, pierwszy mecz wygrali 3:2, a z kolejnego wyszli zwycięsko bez straty seta. Na szczególną pochwałę zasłużył Grzegorz Łomacz, który pokazał się z bardzo dobrej strony i udowodnił, że mimo młodego wieku jest gotowy na prowadzenie kadry w tak prestiżowym turnieju. Po dwóch tygodniach za granicą nasi reprezentanci powrócili do kraju, aby zainaugurować rozgrywki Ligi Światowej w Polsce. Pierwsze spotkania odbyły się w nowej hali w Łodzi, jednak Polacy z pewnością nie wspominają ich najlepiej. Oba mecze przegrali bowiem w stosunku 0:3, a styl ich gry pozostawiał wiele do życzenia. Na szczęście jednak kolejny siatkarski weekend w Polsce był znacznie bardziej udany. Biało-czerwoni zmierzyli się we Wrocławiu z Wenezuelą i dwukrotnie pokonali gości 3:0 i 3:1, zapisując na swoim koncie kolejne punkty. Następne spotkania podopieczni trenera Castellaniego rozgrywali na wyjeździe, w Finlandii. Wbrew oczekiwaniom kibiców Polacy dwukrotnie ulegli reprezentacji gospodarzy, odpowiednio 1:3 i 0:3. Tym samym nasza kadra musiała pożegnać się z realną myślą o awansie do Final Six Ligi Światowej. Tydzień później Polacy podejmowali Finów przed własną publicznością w Bydgoszczy, jednak szanse na awans do turnieju finałowego były już tylko iluzoryczne. Tym razem goście również pokazali się z bardzo dobrej strony, wygrywając w pierwszym pojedynku 3:1. W drugim meczu Polacy nieco bardziej się zmobilizowali i pozostawili lepsze wrażenie na kibicach wygrywając 3:2.
Biało-czerwoni zakończyli swój udział w Lidze Światowej zajmując ostatecznie 3. miejsce w grupie D, bez awansu do turnieju finałowego. Nie był to najlepszy wynik, jednak ta edycja LŚ potraktowana została w sposób wyłącznie szkoleniowy i mało kto spodziewał się, abyśmy awansowali do Final Six. Wielu młodych zawodników po raz pierwszy zaprezentowało się szerokiej publiczności na światowych parkietach, to doświadczenie z pewnością zaprocentuje w przyszłości. Z tego też powodu LŚ 2009 należy uważać za pozytywny turniej dla naszej kadry.
KWALIFIKACJE DO MISTRZOSTW ŚWIATA 2010
Turniej w Gdyni miał być docelową imprezą tego roku dla biało-czerwonych. Jak powiedział Daniel Castellani, Polacy musieli przed własną publicznością zyskać kwalifikację do Mistrzostw Świata 2010. Nasza kadra miała zmierzyć się z zespołami ze Słowacji, Słowenii oraz Francji na turnieju w Gdyni, rozgrywanym w połowie sierpnia. Zadanie to było o tyle trudne, że nasz szkoleniowiec nie miał do dyspozycji podstawowych graczy takich jak Świderski, Winiarski czy Wlazły, którzy do tej pory stanowili o sile polskiej kadry.
Pierwszego dnia biało-czerwoni grali z zespołem Słowacji, przeciwnikiem teoretycznie słabszym, jednak mającym w swoim składzie kilku wartościowych graczy. Podopieczni trenera Castellaniego nie mieli żadnych problemów z pokonaniem rywali, wygrali 3:0 i postawili pierwszy krok do awansu do MŚ 2010. Kolejnego dnia nasi reprezentanci musieli zmierzyć się z zespołem Słowenii. Polacy pozwolili swoim przeciwnikom ugrać jedynie seta, co i tak mogło byc potraktowane przez naszych przeciwników jako sukces, obydwa zespoły dzieli bowiem duża odległość w światowym rankingu. Polacy wygrali 3:1 i stało się jasne, że nasza kadra zagra w przyszłorocznych Mistrzostwach Świata. Ostatniego dnia turnieju podopieczni Daniela Castellaniego mieli przypieczętować awans zwycięstwem nad reprezentacją Francji, która również dzień wcześniej wywalczyła sobie pewny udział w MŚ. Mecz był rozgrywany więc jedynie o prestiż. W niedzielę Polacy dali popis swoich możliwości i pewnie pokonali Trójkolorowych 3:0, nie dając swoim przeciwnikom najmniejszych szans. Mimo dużych problemów kadrowych biało-czerwoni pokazali się na turnieju kwalifikacyjnym w Gdyni z bardzo dobrej strony, dzięki czemu w przyszłym roku będziemy mogli obserwować ich zmagania podczas Mistrzostw Świata 2010 we Włoszech.
MEMORIAŁ HUBERTA WAGNERA
Tegoroczny Memoriał Huberta Wagnera miał być ostatnim sprawdzianem formy biało-czerwonych przed wrześniowymi Mistrzostwami Europy. Turniej rozegrany został w dniach 20-23 sierpnia, po raz pierwszy zostało zmienione miejsce jego organizacji. Memoriał, który jak dotąd stanowił wizytówkę Olsztyna i kojarzył się przede wszystkim z tym miastem, został przeniesiony do Łodzi. Organizatorzy stanęli jednak na wysokości zadania, uczestnikami rozgrywek były reprezentacje ze światowej czołówki - Serbia, Włochy, Hiszpania oraz Chiny. Do tego grona dołączyła także kadra B reprezentacji Polski, oraz oczywiście drużyna prowadzona przez Daniela Castellaniego.
Nasi kadrowicze zainaugurowali turniej wygraną przeciwko Hiszpanom. Polacy pokazali się z bardzo dobrej strony i pokonali dotychczasowych mistrzów Europy 3:1. Kolejnego dnia Polacy zmierzyli się z kadrą Chin, którą także pokonali w stosunku 3:1. Gra przeciwko takiemu zespołowi to zawsze cenne doświadczenie, bowiem drużynom z Europy gra się ciężko z Azjatami. Co więcej, szansę w tym spotkaniu dostali zawodnicy, którzy dotychczas śledzili grę z kwadratu dla rezerwowych. Castellani chciał bowiem dokonać ostatecznego wyboru składu na Mistrzostwa Europy. Te dwa zwycięstwa zapewniły reprezentacji Polski A udział w finale turnieju. Biało-czerwoni zmierzyli się w nim z Włochami. W meczu tym selekcjoner naszej reprezentacji zdecydował sie wystawić taki sam skład wyjściowy, jaki za kilka dni miał zainaugurować Mistrzostwa Europy w Izmirze. Nasi zawodnicy pokazali grę na wysokim poziomie i pokonali drużynę Anastasiego 3:1. Tym samym Polacy zajęli 1. miejsce w Memoriale Huberta Wagnera. MVP turnieju został wybrany Bartosz Kurek, który w znaczny sposób wyróżniał się swoją dobrą postawą.
Skuteczna gra Polaków podczas tej sierpniowej imprezy dała kibicom nadzieję na to, że w Izmirze czeka ich sporo pozytywnych emocji.
MISTRZOSTWA EUROPY
Po dobrej postawie Polaków w kwalifikacjach do MŚ i Memoriale Huberta Wagnera nastroje wśród kibiców były nieco bardziej optymistyczne niż na początku sierpnia. Biało-czerwoni jechali do Izmiru jako solidny zespół, mający kilka słabych punktów, które były jednak skutecznie tuszowane. Grupa, do której trafili Polacy nie była najtrudniejsza, jednak często takie przedmeczowe oceny w praktyce okazują się złudne.
Polacy inaugurowali turniej meczem z Francuzami, których przed Mistrzostwami pech również nie oszczędzał. Biało-czerwoni podeszli do tego spotkania wyjątkowo skoncentrowani, ponieważ bardzo zależało im na wygranej. Przyniosło to jednak odwrotny skutek od zamierzonego - nasi zawodnicy byli zbyt spięci i to Francuzi wygrali pierwszego seta. Na całe szczęście po tej partii nasi gracze wrócili do siebie i zwyciężyli w całym spotkaniu 3:1. Podopieczni trenera Castellaniego byli konsekwentni i górowali nad swoimi przeciwnikami w każdym elemencie. Jak wiadomo, pierwsza wygrana na każdym turnieju jest bardzo ważne, dlatego nastroje w naszej ekipie po tym meczu były wyjątkowo dobre. Polacy nie mieli wiele czasu do odpoczynku i radości, ponieważ już następnego dnia czekało ich spotkanie przeciwko Niemcom. Mecz z bardzo trudnym przeciwnikiem, a w dodatku, z podtekstami. Szkoleniowcem Niemców jest bowiem Raul Lozano - były trener naszej kadry. Miało być to jego pierwsze spotkanie z byłymi podopiecznymi po roku przerwy. Co prawda nasi reprezentanci zarzekali się, że nie podchodzą do tego spotkania w żaden wyjątkowy sposób, jednak wiadome było, że zależy im na wygranej. Obawy kibiców okazały się być niepotrzebne - biało-czerwoni znacznie zdominowali przeciwnika i wygrali ten mecz 3:1. Dwie wygrane były już dobra zaliczką na wyjście z grupy, jednak aby zając w niej 1. miejsce Polacy potrzebowali jeszcze jednego - zwycięstwa przeciwko Turkom. Jak wiadomo, zespół ten jest zawsze trudnym przeciwnikiem, z racji swojej nieprzewidywalności. Tym bardziej na własnym terenie! Polacy musieli więc stawić opór nie tylko zawodnikom na boisku, ale także całej widowni licznie zgromadzonej na hali. Podopieczni trenera Castellaniego bez zarzutów wywiązali się z tego zadania - gładko pokonali gospodarzy 3:0.
Po tak dobrze rozegranej fazie grupowej apetyty kibiców znacznie wzrosły. Zapewne to samo odczuli siatkarze, którzy nieco odważniej zaczęli mówić o walce o medale. Kolejnym przeciwnikiem miał być obrońca tytułu z ME 2007 - Hiszpania. Wydawało się jednak, że z drużyny, która pozbawiła złotego medalu Rosjan na ich własnym terenie, sprawiając jednocześnie jedną z większych niespodzianek ostatnich lat, pozostała tylko nazwa. Potwierdzeniem tej tezy miała być bardzo słaba postawa graczy z Półwyspu Iberyjskiego na Memoriale Wagnera. Hiszpanie nie błyszczeli również w Turcji. Podopieczni trenera Velasco mieli być więc stosunkowo łatwym przeciwnikiem. Nic bardziej mylnego. Hiszpanie rzucili do walki o półfinał wszystkie swoje siły i nie chcieli oddać meczu przez całe pięć partii. Biało-czerwoni męczyli się niemiłosiernie, aby wyrwać im to zwycięstwo. A było już bardzo blisko, żeby mecz zakończył się niekorzystnie dla naszych reprezentantów. Hiszpanie mieli bowiem w tie-breaku piłkę meczową, i tylko dobry blok Polaków odsunął nas od katastrofy. Ostatecznie biało-czerwoni wygrali to spotkanie 3:2, jednak wszyscy zgodnie przyznawali, że był to dla nich zdecydowanie najtrudniejszy mecz turnieju. Radość z wygranej była tym większa, że zwycięstwo to zapewniło Polakom grę w półfinałach ME, co już było ogromnym sukcesem. Nasi zawodnicy nie zamierzali jednak spoczywać na laurach - wraz z biegiem trwania turnieju ich cele stawały się coraz wyższe, można nawet było słyszeć o chęci zdobycia najwyższego trofeum. O tym, z kim biało-czerwoni mieli zmierzyć się w 1/4 turnieju miało zadecydować spotkanie przeciwko Słowacji. Jeśli Polacy wygraliby ten mecz, w półfinale trafiliby na Bułgarię. Jeśli natomiast by przegrali, czekałaby na nich Rosja. Nie trzeba chyba wyjaśniać, którego z tych przeciwników nasi reprezentanci bardziej się obawiali. Biało-czerwoni chcieli zrobić wszystko, aby nie trafić na zawodników Sbornej i mieć tym samym łatwiejszą drogę do finału. Słowacy nie wydawali się być więc trudnymi przeciwnikami, tym bardziej, ze niecały miesiąc wcześniej na turnieju kwalifikacyjnym do MŚ Polacy odprawili ich gładko 3:1. Jednak mecz ten od początku nie układał się naszym zawodnikom. Zupełnie nie przypominali oni drużyny, która po tak zaciętej walce pokonała reprezentację Hiszpanii. Być może biało-czerwoni przechodzili lekki kryzys, spowodowany turniejem. Jeśli tak było, dobrze, że przyszedł on właśnie w takim momencie, ponieważ Polacy po ciężkim meczu ostatecznie wygrali 3:2 i w półfinale mieli się zmierzyć z Bułgarami. Mecz przeciwko Grecji miał być więc tylko formalnością, jednak musiał zakończyć się dla naszych graczy zwycięsko. Tak też się stało, biało-czerwoni wygrali z drużyną określaną rewelacją tych ME w stosunku 3:0 i spokojnie mogli czekać na półfinał przeciwko podopiecznym trenera Prandiego. Mecz 1/4 turnieju miał być dla naszych zawodników dużym wyzwaniem, miało być to dla nich pierwsze spotkanie na tych Mistrzostwach z drużyną z najwyższej światowej półki. Rzeczywistość przeszła jednak najśmielsze oczekiwania kibiców. Nasi zawodnicy bez żadnych problemów pokonali Bułgarów 3:0 i mogli cieszyć się z awansu do finału! A w nim zmierzyć się mieli z nikim innym, tylko ze swoimi przeciwnikami z pierwszego meczu ME! Francuzi bowiem dokonali niemożliwego, pokonali Rosjan 3:2 i awansowali do finału. O złoto miały zagrać więc dwie drużyny, na które przed rozpoczęciem turnieju nie stawiał prawie nikt. Zespoły, które zmagały się ogromnymi problemami kadrowymi miały przeprowadzić między sobą walkę o najwyższy tytuł. Wydawało się, że Polacy lepszej sytuacji nie mogli sobie wymarzyć. Francuzów pokonaliśmy przecież w pierwszym spotkaniu tych ME 3:1, a wcześniej zwyciężyliśmy z nimi w turnieju kwalifikacyjnym do MŚ 3:0. Dodatkowo, dzień wcześniej męczyli się oni w pięciosetowej walce z Rosjanami, Polacy natomiast szybko odprawili Bułgarów 3:0. Przewidywania te okazały się prawdziwe. Biało-czerwoni dosłownie 'rzucili' się na swoich przeciwników i pozwolili im na wygranie tylko 1 seta. Po prawie dwu-godzinnym spotkaniu nasi reprezentanci mogli cieszyć się z wygranej 3:1 i złotego medalu Mistrzostw Europy!
PUCHAR WIELKICH MISTRZÓW
Był to ostatni reprezentacyjny przystanek w tym roku dla podopiecznych Daniela Castellaniego. Polacy zapewnili sobie w nim udział dzięki tryumfowi na ME. Jako przedstawiciele Europy musieli zmierzyć się w tym turnieju z drużynami z Brazylii, Kuby, Japonii, Egiptu oraz Iranu. W składzie naszej kadry nie znalazł się Paweł Zagumny, który dostał od trenera wolne. W Japonii zagrali pozostali zawodnicy, których mogliśmy oglądać podczas wrześniowych ME. Kibice spodziewali się więc sporych emocji i przede wszystkim miejsca na podium, a może nawet kolejnego złota.
Pierwszym rywalem biało-czerwonych była drużyna gospodarzy. Ku ogólnemu zdziwieniu Japończycy pokazali charakter i pokonali naszą kadrę 3:2. Był to spory szok dla polskiego środowiska siatkarskiego. W kolejnym meczu Mistrzom Europy również się nie poszczęściło, bowiem przegrali z Kubańczykami 1:3. Nadszarpnięte morale naszego zespołu nie mogło odbudować się także w pojedynku z Brazylią. Canarinhos nie dali Polakom żadnych szans i wygrali 3:0. Niestety, nasi reprezentanci mogli wtedy zapomnieć o miejscu na podium. Należało jednak ratować honor reprezentacji Polski. Biało-czerwoni zwarli szyki i kolejny mecz z Iranem padł ich łupem, zwyciężyli 3:1. Kibice naszej kadry mogli odetchnąć, była to w końcu pierwsza wygrana Polaków na tym turnieju. Jak się okazało nie ostatnia, podopieczni trenera Castellaniego nie dali bowiem szans także Egipcjanom, których pokonali 3:0. Ostatecznie nasza reprezentacja zajęła 4. miejsce w Pucharze wielkich Mistrzów. Pierwsza lokata należała oczywiście do Brazylii, tuż za nią uplasowali się Kubańczycy i Japończycy.
Miejsce poza podium może być dla kibiców małym rozczarowaniem, zwłaszcza wobec faktu, że po udanych ME apetyty znacznie nam wzrosły. Należy jednak pamiętać, że nasza kadra nie grała w swoim optymalnym składzie. O słabej postawie Polaków na pewno zadecydowało jednak przede wszystkim zmęczenie długim sezonem reprezentacyjnym, który trwał przecież od czerwca.
Biało-czerwoni zaskoczyli wszystkich sięgając po najwyższe podium Mistrzostw Starego Kontynentu. Spełnili marzenia nie tylko swoje, ale też wiernych kibiców, którzy trwali przy nich przez tyle lat. Rok 2009 był dla reprezentacji Polski wyjątkowo udany, jednak nadchodzący 2010 może być jeszcze lepszy. W przyszłym roku naszych zawodników czekają bowiem Mistrzostwa Świata, a sukces na tym turnieju byłby wspaniałym dowodem, że złoto ME nie było przypadkowe, a nasza drużyna rzeczywiście stanowi jedną z siatkarskich potęg.

Brak komentarzy