Trefl - Turów, czyli historia pewnej rywalizacji

Trefl - Turów, czyli...
Trefl Sopot i PGE Turów Zgorzelec to jedne z najbardziej utytułowanych polskich klubów koszykarskich ostatnich lat.

Sopockie awansy do czołowej szesnastki Euroligi, ćwierćfinały EuroCupu w Zgorzelcu, czy wreszcie wielomeczowe serie w walce o upragnione medale wywoływały przed laty wielkie emocje w całej sportowej Polsce.

Sopocianie pierwszy raz w finałach mistrzostw Polski z Turowem zmierzyli się dokładnie 10 sezonów temu. Po stronie żółto-czarnych brylowały gwiazdy europejskiego formatu – twarde warunki pod koszem stawiał Turek Huseyin Besok, a szalone trójki z daleka trafiał Donatas Slanina. Pierwsze złoto w rywalizacji z Turowem koszykarze z nadmorskiego kurortu wygrali po pięciomeczowej serii. Najbardziej wyrównanym meczem był pierwszy pojedynek w Hali 100-lecia.

Ambitny zespół Saso Filipovskiego potrafił w ostatniej minucie meczu zniwelować kilkupunktową stratę do gospodarzy i stanął przed szansą odniesienia historycznego zwycięstwa w finałowym meczu na parkiecie rywali. Słoweński środkowy Dragisa Drobnjak przestrzelił jednak oba rzuty wolne na 2 sekundy przed końcem i koszykarze Prokomu Trefla wygrali 78:77. Tamte finały doskonale pamiętają Filip Dylewicz oraz trener Krzysztof Roszyk, który w sezonie 2006/2007 reprezentował czarno-zielone barwy. 

Sopocko-zgorzeleckie finały z sezonu 2007/2008 w pamięci żółto-czarnych kibiców uchodzą za najciekawsze starcia w historii tych drużyn. Przewaga parkietu była w tej serii po stronie zgorzelczan, którzy, dzięki fantastycznej postawie Davida Logana, czy Thomasa Kelatiego w sezonie zasadniczym, zajmowali przed fazą play-off pierwsze miejsce w tabeli PLK. 

PGE Turów wygrał dwa pierwsze mecze w Zgorzelcu, sopocianie odnieśli zwycięstwo w trzecim starciu, a prawdziwy horror rozegrał się w spotkaniu numer cztery, kiedy to Milan Gurović wdał się w bójkę z Thomasem Kelatim i został odesłany do szatni, a następnie zdyskwalifikowany na piąty mecz. Bez swojego lidera sopocianie zagrali jednak lepiej i po trafieniu za trzy Simonasa Serapinasa równo z syreną wyrównali stan rywalizacji. 

Prokom Trefl wygrał swój piąty medal, między innymi, dzięki niesamowitym występom Filipa Dylewicza - MVP tamtej serii oraz żelaznej obronie Krzysztofa Roszyka, który zadebiutował w sezonie 2007/2008 w żółto-czarnych barwach. W decydującym, siódmym spotkaniu 35 oczek rzucił Gurović, co do dzisiaj jest rekordem punktowym w finałach PLK. 

Ekscytujące pojedynki Trefla z Turowem to nie tylko poprzednia dekada. W ligowych meczach od 2009 roku żółto-czarni mierzyli się z drużyną ze Zgorzelca aż 38 razy, w tym w półfinałach sezonów 2010/2011 i 2012/2012. Sopocianie wygrali 20 z tych spotkań. Po raz ostatni w styczniu 2015 roku, kiedy po bardzo zaciętym boju w PGE Turów Arenie żółto-czarni pod wodzą Dariusa Maskoliunasa pokonali euroligową ekipę ze Zgorzelca 104:103. Sporą cegiełkę do tego zwycięstwa dołożył Grzegorz Kulka, który zachował zimną krew na linii rzutów wolnych, a pod koszem nie odpuszczał swojemu starszemu koledze - Filipowi Dylewiczowi. 

Jak wypadną obaj gracze w czwartkowym starciu, tym razem po jednej stronie boiska? Czy kolejny mecz Trefla z PGE Turowem dopisze następną pasjonującą kartę do tej wieloletniej historii? Odpowiedź poznamy już 15 grudnia. Początek spotkania w Hali 100-lecia o godz. 18.30. 




Zobacz także:
Atomówki będą promować transplantologię Niewidomy kibic w sztabie Trefla dzięki WOŚP i… Karolakowi Jakub Karolak - z koszykówką w genach Artur Mielczarek - ciężka praca i dobry przykład Matela: Nie patrzymy na mecz przez pryzmat miejsc w tabeli Polska Liga Koszykówki: Stelmet przerywa zwycięską passę Polskiego Cukru!

Wasze komentarze
Skomentuj
Dodaj komentarz


O nas | Redakcja | Praca | Partnerzy | Reklama | Kanały RSS |